Nie jesteś zalogowany na forum.
- Myślisz, że Edgar chciałby patrzeć, jak cierpisz? Jak go cały czas opłakujesz? W pewnym stopniu się obwiniasz? - pytam, lecz nie oczekuję odpowiedzi. - Nie, nie chciałby tego. Oczywistą sprawą jest żałoba po nim, lecz... Nie chciałby cię widzieć cały czas w opłakanym stanie. - ciągnę - Musisz się wziąć w garść. - mówię pocieszająco i opatulam ją ramieniem.
Offline
- Nie rozklejam się - protestuje i nieco się krzywię kiedy jego dłoń niechcący dotyka ramienia. - Chodzi o to, że to kompletnie bez sensu. - Wzdycham głośno, zastanawiając się nad słowami. - Po co być dobrym, Kaspar? - pytam. Wlepiam spojrzenie w mężczyznę i czekam. Na prawdę czekam na odpowiedz.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
Czuję jej wzrok na sobie. Oczekuje prawdxiwej odpowiedzi, a ja nie wiem czy potrafię jej udzielić.
Wzdycham.
- Nie warto. - mówię, a te dwa słowa dają wiele do zrozumienia. - Zmieniłem się przez ciebie, Wando. Wywierasz na mnie zbyt duży wpływ. - wydymam usta. - Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że za kilka miesięcy będę siedział z dziewczyną na plaży i rozmawiał o życiu, wyśmiałbym go. Przez bycie dobrym każdy ma jakieś słabości. A dzieki słabością giniesz. - wlepiam wzrok przed siebie.
Offline
Moje oczy napełniają się łzami. Po połowie to łzy rozpaczy, a po połowie wzruszenia. Kiedy delikatny uśmiech wpływa na moją twarz, kilka łez spływa po moich policzkach.
- Łatwiej być złym. Łatwiej krzywdzić, łatowej niszczyć niż naprawiać. Łatwiej zostawić niż dalej bezradnie próbować coś zdziałać. Łatowej odejść niż zostać... - wymieniam drżącym głosem. - Po cholerę to wszystko - wzdycham. - Tak na prawdę wszyscy jesteśmy już martwi albo zaczynamy umierać - stwierdzam chłodno, mam wrażenie, że to nie ja wypowiedziałam ostatnie zdanie, ten ton, ta obojętność... Nic nie pasuje ale jednak słowa wydobyły się z moich ust.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
Ocieram rękawem łzy z policzka dziewczyny.
- Masz rację. Wszyscy jesteśmy już martwi. Aczkolwiek warto czasem "odżyć" i żyć chociażby przez chwilę, ale z osobą która jest dla ciebie wazna, z osobą która wiele zmieniła w twoim życiu. - patrzę się pusto przed siebie. Nie mam pojęcia czemu to wszystko mówię. Jest to bez sensu. Nasze życie tutaj jest bez sensu.
Offline
Zamykam oczy. Mocno zaciskam powieki.
Milczę. Cisza, cisza, cisza wokół nas. Szmery, szmery morza. Szepty, szepty wiatru. Cichy, cichy oddech. Szybkie, szybie bicie serc. To właśnie ta chwila. Cały czar tej chwili. Chce ją taką zapamiętać, na zawsze. Nie inaczej. Milczę wciąż bo chcę aby trwała w nieskończoność. Z sekundy na sekundę czuje coraz większy ucisk w żołądku bo wiem, że nie będzie tak jak chcę, chwila nie może trwać wiecznie - to oczywiste. Tylko idiota może myśleć inaczej. Pojawia się myśl, że wolała bym być idiotka i jednak zatrzymać ten moment.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
Oddycham cicho, nie chcąc wybudzić Wandy z transu, w jakim się pogrążyła. Spoglądam na nią kątem oka. Wydaje się taka bezbronna w tym momencie.
Offline
Tik, tak, tik, tak... Prawie, że czuje mijający czas. Czas... Mam wrażenie, że ociera się o mnie, raniąc i śmiejąc się ze mnie. Ze mnie.
Trzęsą mi się dłonie, tak strasznie, że nawet jak zaciskam je w pięści to nic nie daje. Czuje szczypanie w płucach i dopiero teraz zdaje sobie sprawie, że wstrzymuje oddech od nie wiadomo kiedy... Powoli,nieśpiesznie zaczynam wypuszczać powietrze...
Nadal trzymam chwilę, choć czas mnie atakuje i ciągle słyszę jego śmiech w mojej głowie.
Cisza, cisza, cisza wokół nas. Szmery, szmery morza. Szepty, szepty wiatru. Cichy, cichy oddech. Szybkie, szybie bicie serc. To właśnie ta chwila.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
- O czym myślisz? - pytam nagle.
Offline
Podskakuje gdy z zamyślenia wyrywa mnie głos Kaspara. Przez chwilę zastanawiam się czy powiedzieć prawdę czy po prostu ominąć temat.
- O tym co powiedziałeś - przyznaje. - Chciałam... To zatrzymać - przyznaję, zawstydzona i czuje ciepło na policzkach.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
Uśmiecham się nie widocznie i przyciągam dziewczynę bardziej do siebie, uważając na zranione ramię.
Offline
Kręcie delikatnie głową.
- Wiem, wiem - mamroczę. - To głupie - wzdycham. Uśmiecham się zażenowana.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
Kręcę przecząco głową.
- To urocze. - mówię i teraz szczerze się, jak głupi do sera.
Offline
- To kretyńskie, Kaspar - przeczę. - Nie jestem urocza. Właśnie powiedziałam ci, że jesteśmy martwi. To nie jest urocze - denerwuje się nieco.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
Unoszę brew.
- Sądzisz, że twoje zachowanie jest głupie, a nie urocze?
Offline
Piorunuje go wzrokiem.
- Nie brnij w to, Kaspar. Skończ zanim się na serio zdenerwuje - ostrzegam go, a kąciki moich ust drżą i delikatnie unoszą sie ku górze.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
Unoszę ręce u góry w geście obrony.
- Spokojnie, spokojnie. - mówię, a jednak w moich oczach pozostaje pewien blysk.
Offline
- Ty się tak łatwo nie poddajesz - stwierdzam i obrzucam go oskarżycielskim spojrzeniem.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
Parskam.
- Masz mnie. - stwierdzam z udawanym podziwem. - Nie lubisz, gdy ktoś zwraca się do ciebie "urocza". Dlaczego? - pytam rozbawiony.
Offline
Unoszę brew z zrezygnowanym wyrazem twarzy.
- Serio, Kaspar? Serio? Po co chcesz to ciągnąć. Nie lubię i tyle - odpowiadam. Widzę jego ciekawskie, rozbawione spojrzenie. Wzdycham. - Wszyscy tak na mnie mówili zanim nie skończyłam piętnastu lat i nie zaczęłam pracować w szpitalu - tłumacze. - Wszyscy zawsze twierdzili, że jestem za delikatna na życie i że sobie nie poradzę - kończę twardo.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
- Może chodziło im o to, że masz delikatną urodę i wygladasz słodko? - pytam, lecz po chwili unoszę znów rece do góry w gescie obrony. - Już kończę temat. ,- ucinam, jednak odwracając głowę wybucham nie pochamowanym smiechem, jak nigdy. Nie powinienem się z niej śmiać...
Offline
Czuję jak płoną mi policzki.
- Mam gdzieś o co im chodziło. Już nawet nie chodzi o nich. Chodzi o to, że ty masz tak nie mówić.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
- Spokojnie, spokojnie. - powtarzam szatańsko się uśmiechając. - Postaram się ograniczyć to słowo, będąc obok ciebie. - mówię, robiąc zdegustowaną mine.
Offline
Uderzam go delikatnie łokciem w bok.
- Znów za szybko się poddałeś - zauważam. - Podejrzane - mówię, kręcąc głową.
W ciszy samotności, słychać tylko głuche bicie serca…
Offline
Wykrzywiam twarz w udawanym zaskoczeniu, co wychodzi komicznie.
- Nie mogę uwierzyć, że aż tak bardzo już mnie poznałaś. - kręcę głową. - Jak to możliwe?
Ostatnio edytowany przez Kaspar Varn (2016-11-25 21:54:56)
Offline