Nie jesteś zalogowany na forum.


Wchodzę niepewnie do szpitala polowego. Nigdy wcześniej jakoś nie miałem okazji tu być i stąd moja niepewność. Jednak ta rana na kostce jest nie do wytrzymania. Muszę kogoś poprosić o pomoc... no i zgarnąć leki. Ktoś może mnie doceni?
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


Wchodzę do jednego z namiotów i widzę młodego chłopaka.- W czymś ci pomóc?- pytam i uśmiecham się lekko.


Offline


I po co się tak uśmiecha?
- Chyba zrobiłem coś sobie w kostkę - wyjaśniłem. - Nie może przestać bolec i chciałem prosić o coś przeciw bólowego.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


- Usiądź sobie gdzieś. Zaraz zerknę na tą kostkę.- kiwam głową i sięgam po coś do odkażania.


Offline


Widzę wolne łóżko i wskakuje na nie, machając zdrową nogą w oczekiwaniu.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


-Teraz może trochę piec.- ostrzegam i polewam dużą ilością wody utlenionej a następnie przyglądam się kostce chłopaka.- Jest nadwyrężona a rana nie wymaga szycia.


Offline


Pokiwałem zaciskając zęby. Nie chciałem okazywać bólu.
- To dostanę coś przeciwbólowego? - ponownie pytam.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


- Tak za chwilę dostaniesz tabletkę i maść.- kiwam głową, nakładam maść na kostkę chłopaka a następnie zabieram się za bandażowanie.


Offline


- Miła jesteś. I znasz się na tym - pokazuję głową swoją nogę. - Niezwykłe w obecnych czasach - westchnąłem.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


- A dziękuję, staram się.- uśmiecham się delikatnie i sięgam po tackę z lekami i wodą.- Proszę tabletka.


Offline


Jakby to załatwić...
- A nie mogę dostać... więcej? No wiesz, żeby nie biegać cały czas to szpitala nie zawracać wam głowy.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


Unoszę brwi.- To dla nas naprawdę żaden problem, więc jeśli znasz kogoś kto potrzebuję pomocy a może sam dojść do szpitala to zaproś go. A jeśli nie może sam dojść podaj adres a pójdę tam z lekami po pracy.- Wzruszam ramionami.


Offline


- A-ale jeśli zdarzy się sytuacja, że nie będę mógł pójść po leki, ani nawet dać komukolwiek znać?
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


Wzdycham i podaję mu zestaw kilku tabletek w saszetce.- Masz, tylko nie mów nikomu, że ci dałam.- mówię cicho.


Offline


Uśmiecham się szeroko i zeskakuję na obie nogi. Potem przypominam sobie, że jedna mnie boli. Syknąłem cicho i upadłem na kolano. Wtedy zobaczyłem jeszcze jedno pudełko tabletek, na niższej półce.
Wstając potrąciłem stolik, a kilka rzeczy - w tym tabletki - upadły pod łóżko.
- Oj. Sorki - spojrzałem przepraszająco i schyliłem się by wszystko poukładać. Pudełko tabletek popchnąłem pod łózko, a potem wstałem.
- Dziękuję za twoją hojność - powiedziałem nadal z uśmiechem.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


- Proszę bardzo, ale wystarczyło poprosić o to pudełko tabletek.- śmieję się.- Ja naprawdę rozumiem co to znaczy nie dać rady pójść do szpitala albo nie zdążyć nikomu dać znać- kiwam głową i nieco smutnieję ale szybko to odganiam.


Offline


- Mhm... - jakieś wspomnienie? Nieważne. - Dobra, w każdym razie dzięki za pomoc - mówię z uśmiechem. "Idź już sobie, idź".
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


- Powodzenia w dojściu do domu. - mówię i odchodzę w stronę następnego namiotu.


Offline


Uśmiecham się i macham na pożegnanie. Kiedy kobieta odchodzi, daje nura pod łóżko. Zgarniam pudełko leków i chowam je do torby. Wychodzę z namiotu jak gdyby nigdy nic.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


* PO ROZMOWIE W MIESZKANIU CHRISTOPHERA*
Nadal mrucząc coś pod nosem pod adresem Jednookiego. Wchodzę do namiotu i szukam wzrokiem tamtej pielęgniarki.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


Przechadzam się po namiotach z kubkiem herbaty sprawdzając czy nikt nic nie potrzebuję. Po chwili zauważam znajomego chłopaka.- O to znowu ty, jak tam noga?- pytam upijając łyk z kubka.


Offline


- Z nogą wszystko w porządku, ale ja nie o tym... - drapię się po głowie. - Widzisz, bo wynikła pewna sytuacja i... kazano mi to zwrócić. I przeprosić - mówię wyciągając leki.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


- Rozumiem.- przyjmuję leki od chłopaka.- I domyśliłam się, że je zabrałeś, ale myślałam, że są ci potrzebne.- wzruszam ramionami.


Offline


- Um... myślałem, że będą i komuś zaimponuję, ale wszystko okazało się zbędę - westchnąłem. - W każdym razie sorki, chyba nie będę cię już nawiedzać.
Szczęście robi dobrze ciału, ale to smutek rozwija siłę umysłu...

Offline


Kiwam głową.- Niee, nie przeszkadzasz mi. Naprawdę możesz przychodzić kiedyś chcesz.- mówię bawiąc się bransoletką.- Nie zrobiłeś nic takiego. Jak będziesz czegoś potrzebował szukaj Avery.


Offline